Taka tam rodzina adopcyjna

5 typowych błędów wychowawczych, których chciałabym uniknąć

M. powiedział ostatnio, że moją pisaninę da się czytać, bo nie wymądrzam się  na temat wychowania. Po dzisiejszym poście chyba więcej tu nie zajrzy… albo po prostu przestanie się do tego przyznawać. 😉

Księżniczka jest jeszcze malutka, dlatego chyba za wcześnie – nawet dla mnie samej – na ocenianie tego, jaką jestem matką. Wiem, że brakuje mi organizacji. Chociaż całkiem nieźle łączę pracę z opieką nad córką, to jednak daleko mi do idealnie zorganizowanych koleżanek, które potrafią trzymać się codziennej rutyny z dokładnością do milisekundy. Na pewno wiele rzeczy zaskoczy mnie w trakcie dorastania pociechy. Potrafię jednak wskazać (z lekkim przymrużeniem oka) znane mi z bliższego lub dalszego doświadczenia błędy wychowawcze, których za wszelką cenę będę się starała unikać. Co oczywiście nie znaczy, że mi się to uda…

  1. Brak dbałości o dietę pociechy

                                                         https://i.imgflip.com/1mya4x.jpg

U ciotki Grażyny na obiad zawsze był bigos i gotowane parówki (tzw. „serdelki”) z musztardą. ZAWSZE. Na Wszystkich Świętych, Nowy Rok, z okazji imienin wujka, odwiedzin dalekiej rodziny, nawet na komunii i urodzinach jej jedynej córki. Jako dziecko zastanawiałam się, czy oni w ogóle jedzą coś poza tym zestawem. Byłam gotowa założyć się  z każdym, że nie. Z kolei u mojej koleżanki ze szkoły, Magdy, królowała sałata. Jej mama postanowiła, że Magda będzie modelką, dlatego nawet w wieku dojrzewania na obiad dostawała suchego ziemniaka i sporą garść endywii czy innego zielska. Kiedyś zaprosiła mnie do siebie na lody, po czym podała w miseczce…  kostki zamrożonej wody z dodatkiem soku owocowego. Na tym tle kuchnia moich rodziców wydawała mi się prawdziwym Eldorado, ale nim nie była. Mama i tata gotowali smacznie, tylko okropnie niezdrowo. Nie wyniosłam z domu żadnych nawyków, dotyczących właściwego żywienia… i konsekwencje tego ponoszę do dzisiaj, choć to o wiele bardziej złożony problem. Wszystko oczywiście jest dla ludzi, chciałabym, żeby moja córka znała smak coli, Big Maca i czekolady, ale przede wszystkim pragnę ją nauczyć podstaw racjonalnego odżywiania.

 2. Wyręczanie pociechy ze wszystkim

                                                       https://img8.demotywatoryfb.pl//uploads/201606/1466442690_6dhjoh_600.jpg

Jeżeli będę umiała tego dotrzymać, to sama sobie przyznam Nobla, Pulitzera i Oscara jednocześnie. Ja niestety z tych, którzy wolą zrobić wszystko osobiście, choćby za kogoś, ale po swojemu. Mając zdecydowanie zbyt często do czynienia z nastolatkami, którzy nie potrafią nawet umyć po sobie kubka, mam jednak mocne postanowienie nauczenia Księżniczki samodzielności. Już w tej chwili oboje staramy się pozwalać jej na  jak największą autonomię w poznawaniu świata. Zobaczymy, na ile wystarczy nam energii. 🙂

3. Idealizowanie swojego dziecka

                                                         Podobny obraz

Oho, za późno. Przecież to oczywiste, że Księżniczka jest najśliczniejszym, najmądrzejszym i najbardziej uroczym bobasem, jaki kiedykolwiek się narodził. A kto twierdzi inaczej, ten się nie zna… i nas też równie dobrze może już nie znać, o! Nie no, żartuję. Pewnie, że dla nas malutka jest dzieckiem idealnym, ale to nie znaczy, że musi budzić zachwyt w całym otoczeniu (chociaż mogłaby… 😀 ). Obiektywizm wychowawczy to niestety oksymoron, ale chciałabym przynajmniej umieć pozwolić córce ponosić konsekwencje swojego zachowania. Nie uważam też, że musi być we wszystkim najlepsza. Znoszenie porażek to cenna, a przede wszystkim przydatna umiejętność.

4. Dostrzeganie w dziecku samych negatywnych cech

                                                    https://i2.wp.com/resources2.news.com.au/images/2011/01/18/1225990/557806-granny.jpg

Przeciwieństwo punktu poprzedniego. Są rodzice, którzy wiecznie wytykają potomkom ich słabości. Jeżeli Jasio od małego słyszy, że ma za duży nos i krzywe nogi, a do tego brakuje mu zdolności matematycznych, własnego zdania i w ogóle piątej klepki, to raczej nie wyrośnie z niego szczęśliwy i pewny siebie młody człowiek. Takie zachowania opiekunów – choć w nieco innej odmianie – często widać też w trakcie edukacji pociech. Kiedy nauczyciel mówi na wywiadówce, że w szkole doszło do kradzieży, rodzic-czarnowidz od razu krzyczy: „To na pewno mój Franek! Zabiję gnojka!”. Nie traci rezonu nawet wtedy, gdy zdziwiony wychowawca dopowiada, że skradzionym dobrem było mięso ze stołówki, a złodziejem okazał się kulawy jamnik pani woźnej.

5. Przelewanie na pociechę własnych ambicji

                                          https://i0.wp.com/i.dailymail.co.uk/i/pix/2014/01/10/article-2537207-009026A3000004B0-652_634x765.jpg

Wydaje mi się, że z tym akurat nie powinnam mieć problemu (ewentualnie przeczytam ten wpis za kilkanaście lat i po cichu go wykasuję, żeby zatrzeć ślady własnej naiwności). Chcielibyśmy z P. pokazać Księżniczce wiele różnych możliwości rozwijania swoich zainteresowań. Pewnie, że chętnie zobaczyłabym ją w mundurze harcerskim, dodatkowo najlepiej z dobrą książką w ręku. Mąż ucieszyłby się, gdyby pojechała z nim na mecz piłki nożnej do jednej z europejskich stolic albo przynajmniej ograła go w coś na konsoli. Jeżeli jednak zamiast tego mała wybierze balet albo kółko origami, a po podstawówce postanowi pójść na przykład do szkoły plastycznej, to też dobrze. W końcu ma szukać własnego miejsca na ziemi, my już swoje znaleźliśmy.

Czas pokaże, na ile udało mi się uniknąć powyższych pułapek!

https://www.turborotfl.com/system/pics/20120723/106886/Heartbroken_Mickey_Mouse.jpg

Reklamy