Taka tam rodzina adopcyjna

Mama Muminka i pożeracz Frytek

Żyję. Naprawdę, przysięgam, żyjemy wszyscy i to nawet całkiem nieźle, biorąc pod uwagę okoliczności przyrody. Milczałam nie dlatego, że Was nie lubię (gdzieżby!). Przede wszystkim pokonała mnie praca. Poza tym Księżniczka weszła w etap „Mama, chodź, pokazię”, co w wolnym tłumaczeniu znaczy „Mamo, chodź, pokażę ci coś, a potem coś innego, a potem coś jeszcze, żebyś miała zajęcie przynajmniej do kolacji”. Czasami zamiast „pokazię” pojawia się czasownik „bawimy” – skutek ten sam. Z tego też powodu przestaję darzyć lekceważącym współczuciem Mamę Muminka, która nie miała tożsamości, póki nie wydała na świat małego trolla. Zaczynam czuć do babki szacunek, bo sama ledwo pamiętam mityczną erę przedksiężniczkową. W każdym razie, jako że nie samą zabawą matka żyje, streszczam ostatnie cztery miesiące:

  1. Księżniczka mówi. Trudno powiedzieć, kiedy to się stało, ale bez problemu można się z nią dogadać na dowolny temat. Ma zdanie w każdej kwestii, niekoniecznie tożsame z naszym.
  2. Znacie Frytkę i Kartofelcię? Nie? Zazdroszczę. Jest to Netflixowska kreskówka o sympatycznej mopsiczce Frytce i jej przytulance. Wyszło tego 10 odcinków, Księżniczka zna wszystkie na pamięć, siłą rzeczy my też… różnica polega na tym, że jej się nie znudziło. Rozważamy napisanie listu błagalnego do wytwórni o produkcję kolejnego sezonu albo zlikwidowanie istniejącego. Wszystko jedno, byle nie oglądać po raz tysięczny, jak Frytka próbuje zasnąć na hamaku w domu Pandy Amandy (ups, sorry za spoiler…). Kto w ogóle nazywa swoje dzieci Frytka i Pyrek, nawet jeśli to mopsy? A ich rodzice to Mamcia Mopsik i Papcio Mopsik…. Dogadaliby się z Muminkami.
  3. Byłyśmy niedawno na bilansie. Księżniczka ma wagę i wzrost czterolatki. Jedziemy na urlop do hotelu, w którym dzieci do lat 3 przyjmowane są gratis. Coś czuję, że będzie wesoło przy meldowaniu 😉 .
  4. Na tym samym bilansie pytałam lekarza, czy jego zdaniem warto diagnozować Księżniczkę w kierunku FAS. Zapewnił mnie, że póki co nie ma powodów. Spośród lokalnych pediatrów ma największe doświadczenie w leczeniu dzieci z rodzin zastępczych i adopcyjnych, więc mu ufam.
  5. Odpieluchowujemy małą. Jest lepiej niż myślałam. Właściwie to odpieluchowała się sama. Każdego ranka na wszelki wypadek przypomina nam, że „pieluśka nie, majtećki tak”.
  6. Myszka Minnie wciąż na topie, choć rywalizuje o palmę pierwszeństwa z My Little Pony i Kicią Kocią.
  7. Od marca do połowy czerwca Księżniczka nie była chora. A był moment, że wątpiłam w taką możliwość.
  8. Moje życie towarzyskie umarło, nie tylko to w sieci. Co nie znaczy, że jest mi z tym dobrze. Przeciwnie.
  9. W związku z powyższym lecę nadrabiać Wasze blogi. Do zobaczenia!
Reklamy

9 myśli w temacie “Mama Muminka i pożeracz Frytek”

  1. U nas na topie Lala (Teletubisie), misie (Domisie, które sama bardzo lubię 😉) oraz pępo (Strażak Sam).
    Zazdroszczę odpieluchowania, u nas opornie to idzie. Czasem puszczamy go bez pieluchy, żeby sprawdzić, czy zawoła, ale to chyba jeszcze nie jego czas.
    Macie jakieś przesłanki, żeby myśleć o diagnostyce FAS u małej? Pytam, bo sama zastanawiam się ciągle nad zachowaniem Rysia, analizuję, czy to normalne reakcje w jego wieku czy może już nie. Nie chcę ani czegoś pominąć, ani wyolbrzymiać.

    Polubienie

    1. Bardzo się bałam odpieluchowania. Mam złe wspomnienia z własnego dzieciństwa, sam proces źle mi się kojarzył. Nie chcę zapeszać, bo minął dopiero tydzień, ale póki co jestem zdziwiona, że tak gładko poszło. Myślę podobnie jak Ty, że każde dziecko ma swój czas. I nie ma sensu robić niczego na siłę. Poznasz, kiedy Ryś będzie gotowy 🙂
      Jeśli chodzi o przesłanki co do FAS… wiemy, że MB piła w ciąży. Wizualnie Księżniczka ma takie „fasowe” oczy (chociaż wypowiadało się w tej sprawie trzech lekarzy i każdy mówił co innego). Rozwojowo nic małej nie dolega, w zachowaniu nic nas jakoś poważnie nie niepokoi. Po prostu zasięgnęłam porady lekarza, bo nie chcę niczego przeoczyć.

      Polubienie

    1. Lodówka to jedyne miejsce w domu, gdzie Księżniczka porozumiewa się mową jaskiniowca. Staje przed drzwiczkami i woła „yyyy” albo „eeee!”. Nie rozumiemy tego fenomenu, bo dwa metry dalej potrafi już wyartykułować, że chce nektarynę/jogurcik/obiadek. Jakieś pole elektromagnetyczne tam działa czy jak? 😉

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s