Taka tam ja..., Takie tam różne

Mój prywatny nauczycielski strajk

school-3720888_1280

Po pierwsze: nie strajkowałam, nie strajkuję i w obecnej formie raczej strajkować nie będę. Z wielu względów. Co nie znaczy, że samego protestu nie popieram. Przeciwnie.

Po drugie: przyjmijmy dla świętego spokoju, że pracuję 18 godzin tygodniowo, mam pół roku wolnego i zarabiam 5000 netto, jak twierdzi połowa społeczeństwa. Niech będzie, bo ja dziś kompletnie nie o tym.

Po trzecie: postulowane 1000 zł podwyżki by się przydało, a jakże. Byłoby to akurat tyle, żebym mogła z czystym sumieniem skupić się na jednej szkole, zamiast jeździć codziennie po trzech. Rzecz w tym, że pieniądze wszystkiego nie załatwiają. Moim zdaniem jest wiele kwestii, które dzisiejszy system edukacji bolą bardziej, niż nauczycielskie wypłaty. Dlatego stworzyłam listę moich prywatnych postulatów strajkowych. Jest ona całkowicie subiektywna, ale idę o zakład, że wiele osób myśli podobnie.

uczeń

DLA UCZNIA:

gwarancja niezmienności podstawy programowej dla danego rocznika przez cały cykl edukacji. Nie może być tak, że dziecko w piątej czy szóstej klasie podstawówki dowiaduje się, że nagle zmienia się system i pójdzie do klasy siódmej, zamiast do gimnazjum. Nie może być tak, że na początku liceum uczeń nie ma pojęcia, jak będzie wyglądał jego egzamin maturalny, bo nie wie tego nikt, włącznie z panią minister (tak  było przy wprowadzaniu tzw. nowej matury 2015).

odgórnie ustalony dzienny lub tygodniowy limit zadań domowych. Nie jestem zwolenniczką całkowitego zakazu zadawania do domu, ponieważ uważam, że wiedzę trzeba utrwalać, a umiejętności ćwiczyć. Nawet najlepszy nauczyciel nie sprawi, że uczeń z każdej lekcji zapamięta 100% treści. Przeraża mnie jednak przeginanie w drugą stronę… często podchodzą do mnie wychowankowie i pytają, co mają zrobić, skoro chcieli iść po szkole np. na urodziny babci, a tymczasem mają do wykonania 8 zadań z matematyki, pięć stron ćwiczeń z chemii, wypracowanie z angielskiego i doświadczenie na fizykę… a przy okazji muszą jeszcze czytać lekturę na polski i przygotować się do sprawdzianu z biologii.

stała obecność w szkole pielęgniarki oraz psychologa lub pedagoga. W jednej z moich placówek higienistka jest tylko dwa dni w tygodniu po 4 godziny. Jeśli dziecko innego dnia źle się poczuje, to opieka nad nim spoczywa na wychowawcy, który jednocześnie prowadzi przecież swoje lekcje, a poza tym sam nie ma prawa podać podopiecznemu żadnego lekarstwa.

rodzic2

DLA RODZICA:

zapewnienie uczniom niezbędnych pomocy dydaktycznych przez szkołę. Podręczniki, ćwiczenia, farbki, kredki i inne rzeczy powinny po prostu być do dyspozycji uczniów i nauczycieli podczas zajęć. Skończyłyby się problemy wynikające z tego, że Janek znowu czegoś zapomniał, Karol ma rzeczy fatalnej jakości, bo jego rodziców nie stać na porządne, a z kolei Kasia się z nikim nie podzieli, bo jej flamastry kosztowały pół najniższej krajowej.

oddanie rodzicom decydującego głosu w kwestii organizowanych przez szkołę zajęć pozalekcyjnych. Skończyłaby się organizacja sztucznych tworów, odbywających się tylko po to, żeby nauczyciel wyrobił godziny. Zamiast tego można by sprowadzić do szkoły specjalistów, którzy przeprowadzaliby zajęcia z prawdziwego zdarzenia: np. instruktorów tańca albo lektorów dodatkowych języków obcych. Wiem, że w niektórych szkołach już tak jest, ale wciąż wiele do ideału brakuje.

dziennik elektroniczny w każdej szkole.

nauczyciel

DLA NAUCZYCIELA:

dodatkowy budżet na pomoce dydaktyczne typu szary papier, pisaki, artykuły biurowe, papier do ksero. Mógłby być wypłacany w formie dodatku do pensji albo po prostu nauczyciel składałby w sekretariacie zamówienie na konkretne przedmioty, a szkoła by je kupowała. Forma dowolna. Nie chodzi mi tu o to, żeby się jakoś dodatkowo wzbogacić, tylko żeby nie musieć wydawać miesięcznie przynajmniej 5% wynagrodzenia na narzędzia pracy. Bo póki co idziemy w tę stronę, że szkolne panie sprzątaczki niedługo będą musiały mieć własne miotły, a kucharki kilka hektarów pól uprawnych.

możliwość wzięcia urlopu na żądanie. Bardzo chętnie oddałabym część wakacji w zamian za to, żeby w razie wypadku losowego móc nie przyjść do pracy chociaż raz w semestrze. Każdemu może się zdarzyć np. konieczność odebrania dziadka ze szpitala albo pęknięcie rury w domu. I w każdym innym zawodzie na taką okoliczność przysługuje UNŻ, tylko u nas nikt o tym nie pomyślał.

niepodawanie do publicznej wiadomości zarobków nauczycieli lub robienie tego rzetelnie. Krew mnie zalewa, kiedy regularnie czytam o rzekomych dodatkach, których 80% pedagogów nie widziało na oczy, a jeśli nawet, to nie w takiej kwocie, o jakiej mówią media. Pierwszy przykład z brzegu – dodatek motywacyjny. Otrzymuję go, i owszem. W wysokości 14 zł netto. Wg doniesień telewizji dostaję 10 razy więcej. No, to tego.

wprowadzenie mądrej i przemyślanej (ha, ha, ha…) ewidencji czasu pracy. Stałoby się jasne dla pani minister, dla dyrektorów, rodziców, reszty opinii publicznej, ale przede wszystkim dla samych zainteresowanych, ile czasu pracują.

przywrócenie jakichkolwiek możliwości dyscyplinowania uczniów, którzy przeszkadzają w prowadzeniu zajęć. Dzisiaj nauczycielowi nie wolno zrobić karnej kartkówki, nie wolno postawić niesubordynowanego delikwenta do kąta, krzyknąć, krzywo spojrzeć, postawić jedynki za pracę na lekcji. Nie wolno zabrać telefonu, jeśli dzieciak gra sobie w grę zamiast pracować, nie wolno zadać mu za karę więcej do domu… Nawet uwagi nie wolno wpisać, bo rodzic w odpowiedzi pisze do dyrekcji skargę, że nauczyciel ma „niepedagogiczne podejście” i „sobie nie radzi” (autentyczny przypadek z mojej szkoły!). Z tych samych powodów nie wolno przywołać ucznia do porządku przy całej klasie, bo „czuje się poniżony”. Moje pytanie w takim razie brzmi: co wolno? Zawsze mówię, że moi podopieczni to wspaniali młodzi ludzie, z którymi uwielbiam pracować. I nie zmieniam zdania. Jednak każdy, kto spędził we współczesnej szkole choć jeden dzień, ma świadomość, że czasem wystarczy jeden rozpieszczony (lub zdemoralizowany, bo i tak bywa) Jasio czy Kazio na klasę, żeby skutecznie utrudniać cały proces wychowawczy i edukacyjny. A nam z roku na rok odbiera się możliwości wyciągania konsekwencji wobec takich uczniów, o prewencji nie mówiąc.

wprowadzenie przepisów dotyczących zachowania rodziców wobec nauczycieli i jego konsekwencji. Nie wiem, może zawieszenie w prawach członka rady rodziców? Możliwość nałożenia grzywny (na rzecz jakiejś organizacji charytatywnej, nie do kieszeni dyrektora szkoły)? Cokolwiek? Dlaczego istnieje publiczne przyzwolenie na to, żeby rodzic w oficjalnej korespondencji (albo i na forum podczas wywiadówki) wyzywał wychowawcę jego dziecka od niekompetentnych leni, nieuków i nieudaczników, zaś każda próba asertywnej odpowiedzi na taką wiadomość kończy się skargą do kuratorium? Tym bardziej, że często zarzuty rodziców są po prostu absurdalne albo opierają się na kłamstwach, powtarzanych przez dzieci… Przykład z zeszłego tygodnia, tym razem mój własny. Ojciec ucznia napisał do mnie, że powinnam zrezygnować z nauczania, póki sama nie nauczę się czytać. Chodziło o to, że jego zdaniem nie doczytałam opinii z poradni psychologiczno – pedagogicznej, zgodnie z którą synowi przysługuje wydłużony czas pracy podczas sprawdzianów. Wiecie, w czym problem? Ano w tym, że zostałam specjalnie pół godziny po lekcji, żeby umożliwić dłuższe pisanie dzieciom, które tego wymagały. Chłopak najpewniej skłamał w domu, bo przecież łatwiej zrzucić winę na nauczyciela, niż przyznać, że się nie uczył. Sprawę wyjaśniłam. Przeprosin brak. Tatuś łaskawie „przyjął do wiadomości”. Problem w tym, że ani ja nie jestem jedynym obrażanym nauczycielem, ani ten ojciec jedynym obrażającym. Istnieje jakaś moda na zrzucanie wszystkich niepowodzeń wychowawczych na pedagogów, bo przecież i tak nie mogą się obronić.

minister

DLA MINISTERSTWA:

Przestańcie wreszcie eksperymentować na dzieciach, ich rodzicach i wychowawcach. Albo zróbcie porządną reformę od podstaw, albo nie róbcie żadnej i dajcie nam wszystkim pracować. Wtedy nie będzie powodów do strajku.

Reklamy

21 myśli w temacie “Mój prywatny nauczycielski strajk”

    1. Nie, kartkówki zrobić nie można, bo należy oddzielać zachowanie ucznia od jego wiedzy. Czyli karą za gadanie na lekcji nie może być żadna forma sprawdzenia umiejętności.

      Polubienie

      1. …w żłobkach czy przedszkolach są nalepki albo buźki na tablicy – ale w szkole raczej nie zadziałają… może lajki na twarzoksiążce? Byłem grzeczny to należą mi się 3 lajki od pani od biologii… a za kolejną dekadę – byłem grzeczny, to pani od polskiego pozwoli mi dotknąć prawdziwą, papierową książkę, woow! …swoją drogą – strach będzie posyłać dzieci do szkoły 😦

        Polubione przez 1 osoba

      2. Słuchaj, a gdyby tak wprowadzić naklejki dla rodziców? Wyobrażasz sobie taką wywiadówkę? „W tym miesiącu uśmiechniętą buźkę otrzymuje mama Amelki za przyniesienie kwiatków do sali plastycznej, a ikonkę środkowego palca tata Łukasza za nazwanie pani od niemieckiego niedouczonym volksdeutschem” 😉

        (powyższy komentarz ma charakter żartobliwy, niech nikt się nie czuje urażony)

        Polubione przez 1 osoba

  1. Wpiszesz uwagę, a za chwilę musisz się z niej tłumaczyć przed rodzicem.I najlepsze tekst pt. Pani sobie nie radzi, to ma Pani problem bo w domu dziecko jest idealne!
    Rodzice obrażają nauczycieli przy rodzicach, dyskutują, sprowadzają do parteru.I od kogo my później mamy wymagać szacunku?Rodzic wchodzi do sali i nawet dzień dobry nie powie.

    Polubienie

  2. Jako szczęśliwa nauczycielka na emeryturze podpisuję się pod wszystkimi postulatami. ze szkolnych ciekawostek znajoma pracuje w świetlicy. Podczas obiadu dziewczynka wylała kompot na sąsiadkę. mama winowajczyni została poinformowana o zajściu i pyta córkę , dlaczego to zrobiła. „Bo ona miała więcej kompotu” . No i widzicie panie, gdybyście sprawiedliwie ten kompot nalewały, do tego zdarzenia by nie doszło – skomentowała mama i wyszła . kurtyna.

    Polubienie

    1. Moja emerytowana koleżanka po fachu często mówi, że gdyby wiedziała, że na emeryturze jest tak fajnie, to poszłaby na nią od razu po studiach 😉
      Bardzo dziękuję za komentarz i podzielenie się tą historią. Zawsze mnie zastanawia (i to całkiem poważnie), jak dzieci pokroju tej dziewczynki od kompotu będą sobie później radziły z prawdziwą niesprawiedliwością losu, kiedy mama nie będzie już w stanie interweniować. I szczerze mi ich żal.

      Polubienie

      1. Pracowałam w gimnazjum i wiele razy miałam wrażenie,ze duża część rodziców zachowuje się tak, jak zachowuje, bo się swoich dzieci po prostu boi, sami sobie nie radzą…

        Polubienie

      2. Kocham pracę w gimnazjum i naprawdę żałuję, że to już ostatni rok… Owszem, młodzież bywa trudna, a niektóre pomysły każdego potrafią przerazić… ale jest to też taki etap, kiedy młodzi ludzie szukają autorytetów i odkrywają samych siebie. Cieszę się, że mogę (a właściwie mogłam) im w tym towarzyszyć.
        Rodzice natomiast (choć oczywiście nie wszyscy, bo miałam szczęście spotkać wielu naprawdę wspaniałych) mają coraz mniej czasu i liczą, że to szkoła wychowa im dzieci… albo, ściślej mówiąc, że wychowają się same. A stąd już prosta droga do bezradności, poczucia porażki i szukania winnych na siłę.

        Polubienie

  3. To gdzieś jeszcze nie ma dziennika elektronicznego?!
    Ja to bym postulowała o powrót do papierowych. Może nie byłoby to ekologiczne, ale nauczyciele, kurka wodna, nie „zapominaliby” uzupełniać oceny… Albo nie zawieszałyby się 3 razy do roku.
    Oczywiście za całą resztą jestem całym sercem. Zwłaszcza te zadania domowe, od których mi serce krwawi, bo Oliwia nie ma czasu dosłownie na nic. Ale to i tak nic w porównaniu do poprzedniego LO (wiesz którego) z przerostem ambicji, gdzie dzieci uczyły się całe noce, do rana…
    O pielęgniarce – przepraszam – higienistce w ogóle się nie wypowiem. Może tylko tyle, że jest raz w tyg. a w gimnazjum jeszcze rzadziej…

    Polubione przez 1 osoba

    1. Też się zdziwiłam, jak mi koleżanka powiedziała, że jedno z lepszych liceów w mojej okolicy ma jeszcze dzienniki papierowe. Powiem Ci, że ja 100x bardziej wolę elektroniczny, z wielu względów. W papierowych też niektórzy zapominali uzupełniać oceny, tylko rodzic nie mógł tego kontrolować 😉
      Jedyne, co mnie denerwuje w e-dziennikach to to, że znowu zwalnia się ucznia z odpowiedzialności za siebie. Na przykład dlatego, że nauczyciel wpisuje w dzienniku zadania domowe, terminy akademii, rzeczy do przyniesienia na konkretne zajęcia. Dziecko nie musi już niczego zapisywać, niczego pamiętać, niczego uzgadniać z rodzicem. Jest zupełnie pominięte w komunikacji na linii rodzic-nauczyciel i odwrotnie. Jeżeli uczeń nie zgadza się z oceną, to już nie przychodzi do nauczyciela z prośbą o uzasadnienie, tylko robi to mama lub tata przez dziennik. W ten sposób wychowujemy pokolenie, które wierzy, że wszystko się robi samo…

      Polubione przez 1 osoba

  4. Za każdym razem jak robisz wpisy o szkole, przypominasz mi dlaczego po 8 latach odeszłam 😉 Rozmawiałyśmy już na ten temat, nie będę powtarzać, ale najbardziej przykre jest to o czym piszesz, że wyobrażenie ludzi a rzeczywistość to jak stąd na Księżyc. Rodzice są roszczeniowi i wiele wymagają, wydaje im się, że im się wszystko należy, a praca w szkole jest naprawdę ciężka. Ja dostawałam dodatek motywacyjny 15zł. Z taką motywacją daleko się nie zajdzie jeśli ktoś robi to tylko dla pieniędzy.
    Też się dziwię, że gdzieś jeszcze nie ma dziennika elektronicznego, choć dla mnie jakikolwiek dziennik to zmora. Kocham uczyć. Kropka. Wszelkie dodatki to koszmar, choć na pewno wolałabym na spokojnie usiąść i coś wpisać, a nie uganiać się za dziennikiem codziennie (zawsze miałam lekcję dzieloną z innym językiem, albo wf) Ale sama powiedz, teraz rodzice Cię terroryzują wiadomościami, kiedyś co najwyżej mogliby przyjść osobiście (czyli pewnie by im się nie chciało), albo wysłać list 😛

    Polubienie

    1. Izzy – nie wiem, jak to możliwe, odpisałam Ci na ten komentarz kilka dni temu i nie mam pojęcia, dlaczego „nie wskoczyło”.
      Przed e-dziennikiem rodzice dzwonili i pisali smsy, więc w sumie na jedno wychodzi. 😉
      A co do moich wpisów o szkole, to nie wiedziałam, że z perspektywy czytelnika aż tak źle to wygląda. Ja naprawdę lubię swoją pracę i uważam, że ma wiele plusów. Uczniów kocham i będę ich bronić, póki mi sił starczy… tylko inne rzeczy mi przeszkadzają 🙂

      Polubienie

  5. „Dzisiaj nauczycielowi nie wolno zrobić karnej kartkówki(…)postawić jedynki za pracę na lekcji. Nie wolno zabrać telefonu, jeśli dzieciak gra sobie w grę zamiast pracować, nie wolno zadać mu za karę więcej do domu… Nawet uwagi nie wolno wpisać.”
    Przepraszam…CO?!
    Cieszę się, że chodziłam do szkoły w czasach, kiedy istniała jakakolwiek forma dyscypliny…
    Ale wiesz, jak to jest- najwięcej o pensjach nauczycieli mówią ci, którzy nie mają z tym nic wspólnego i nie mają o tym pojęcia 😉

    Polubione przez 1 osoba

    1. Zawsze najłatwiej komentuje się to, o czym się nie ma pojęcia 😉 Wtedy nie trzeba myśleć, a i odpowiedzialność żadna…
      Wiesz, ja trochę ironizuję w cytowanym przez Ciebie fragmencie, bo teoretycznie mogę i wpisać uwagę, i zapytać delikwenta z bieżącego materiału, i zadać mu coś za karę… ale w praktyce niestety coraz częściej słyszymy (od ministerstwa, kuratorium i rodziców), że to jest niepedagogiczne, tamto krzywdzące, siamto bezprawne. Tylko że nikt w to miejsce nie proponuje niczego sensownego.

      Polubienie

  6. Wreszcie jakiś sensowny głos rozsądku ze strony nauczyciela.
    Generalnie popieram większość postulatów. Np. zajęcia pozalekcyjne czy fakultety z wf istnieją na papierze. Tzn uczeń ma wybór pomiędzy piłka nożną a gimnastyką i to w dużej szkole, gdzie np są stoły do tenisa stołowego, ale nikt ich nie chce rozstawiać. Zajęcia dodatkowe są a jakże, ale nie stawia się na rozwijanie umiejętności ucznia – są tylko zajęcia wyrównawcze.
    Kolejna sprawa – karne kartkówki, serio nie można? Jakiś przepis, bo chętnie moje dzieci by go poznały, u nich niestety są codziennością.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dziękuję za komentarz. Obawiam się niestety, że na pozytywne zmiany w oświacie poczekamy jeszcze dłuuugo. 😦
      Co do karnych kartkówek – w tym właśnie sęk, że nie ma przepisu, który by to wprost weryfikował. Nauczyciel może zawrzeć taką informację w swoich PZO, ale spotkałam się już z sytuacją, że rodzice zaskarżyli taki zapis w kuratorium i wygrali, dlatego że należy oddzielać wiedzę ucznia od jego zachowania. I jeszcze gwoli wyjaśnienia – nie jestem typem nauczyciela, który najchętniej stałby z batem i tylko na zmianę karał i wymagał. W żadnym razie. Problem polega na tym, że teraz popadamy w przeciwną skrajność i często mamy związane ręce, kiedy uczeń dosłownie rozwala nam lekcję. A potem słyszymy, że „nauczyciel sobie nie radzi”.

      Polubienie

  7. Wiem, że jedna osoba potrafi rozwalić całą lekcję i jakieś metody dyscyplinowania trzeba znaleźć. Wiem, że też nie wrócą stare czasy, gdy nauczyciele trzepali linijką po łapach albo ciągnęli za włosy. Tak się społeczeństwo i jego świadomość zmieniło, że tego już nie chcemy. Nigdy nie pisałem i nie zamierzam pisać do kuratorium, ale chyba trochę tam tkwi problem. Jeśli to jest straszak na nauczycieli, to rodzice to wykorzystują. Kuratorium powinno działać jak kuratorzy po takim wezwaniu rodzica iść nie na kontrolę do szkoły ale do rodzica, sprawdzić jak sobie radzi w domu, z możliwością czasowego ograniczenia praw rodzicielskich, wtedy może rodzice nie byliby tak „rozpuszczeni”.
    Z drugiej strony pewne zachowania nauczycieli nie mogą być bezkarne. Zawsze chyba chodzi o ten złoty środek i rozsądek, problem zaczyna się, gdy której stronie go zaczyna brakować.

    Polubienie

    1. Oczywiście. Absolutnie nie bronię tych, którzy nadużywają swojej pozycji. Jestem też za mądrym systemem oceny pracy nauczycieli (co niestety jest bardzo dalekie od obecnego tworu ministerstwa).

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s