Takie tam różne

Życie z depresją

„Kiedy masz depresję, to tak jakby żyć gdzieś, gdzie codziennie pada śnieg”.

snow-1051713_960_720

Wydawało mi się, że o tej chorobie wiem już wszystko i żaden kolejny opis mnie nie zaskoczy. A jednak. Trafiłam na ten tekst (KLIK) zupełnie przypadkiem i poczułam, że to jest to. Kiedy człowiek walczy z depresją, ma wrażenie, jakby jego dom ciągle był zasypywany śniegiem…  Śnieżyca dopada więc nie tylko osobę chorą, ale też jej najbliższe otoczenie. Wszyscy zmagają się z zawieją. Skąd wiem?

Moja mama cierpiała na depresję. Nigdy nie udawała przede mną, że jest inaczej. Tłumaczyła mi, że to taka choroba, która u każdego może się objawiać i przebiegać inaczej. Wielu ludzi świetnie ukrywa tę przypadłość przed światem, chodząc do pracy i uczestnicząc w życiu towarzyskim. Są też tacy, którzy niemal bez przerwy myślą o samobójstwie. W przypadku mojej mamy depresja polegała na współwystępowaniu całkowitego „tumiwisizmu” i niezdolności do czynu z obsesyjną potrzebą kontroli.

depression-72318_960_720.jpg

Wyobraźcie sobie, że właśnie zostaliście rodzicami noworodka. Krewni sprezentowali Wam z tej okazji ultranowoczesną nianię-robota, która po odpowiednim zaprogramowaniu robi przy dziecku niemal wszystko: karmi, kąpie, przewija, usypia etc. Można nią sterować za pomocą aplikacji w telefonie. W związku z tym cały dzień nie ruszacie się z kanapy, jednocześnie bez przerwy wlepiając wzrok w ekran smartfona, żeby sprawdzić, jak sprawuje się niania. W pewnym momencie coś idzie źle: dzidziuś coraz głośniej płacze. Pomimo nakarmienia, przebrania i ukołysania w automatycznych ramionach nie chce przestać. Krzyczycie więc na robota, jednocześnie kompulsywnie naciskając wszystkie przyciski w aplikacji. W końcu płaczecie z bezsilności, ale nie możecie się zdobyć na najprostsze rozwiązanie, czyli samodzielne utulenie maluszka.

Mniej więcej tak było z moją mamą. Może przykład z noworodkiem nie jest idealny, bo mama nie miała typowej depresji poporodowej, choć czasem tak twierdziła. Objawy choroby obserwowano u niej już wcześniej, tylko jeszcze wtedy nikt nie wiedział, co z tym zrobić. Później właściwie też nie, bo chociaż mama się leczyła, to efekty były mizerne. W gorszych okresach zachowywała się właśnie tak, jak w historyjce powyżej – leżała w łóżku, oglądając telenowele, a równocześnie próbowała sprawować kontrolę nad tym, co się dzieje w domu. W praktyce sprowadzało się to do wydawania rozkazów, co oczywiście napotykało mój opór, zwłaszcza w okresie dojrzewania.

Depresja

Kiedy mama zmarła (z przyczyn niezwiązanych bezpośrednio z depresją), miałam 27 lat. Właściwie aż do jej śmierci byłam rozdarta pomiędzy współczuciem a wewnętrznym sprzeciwem. Często spotykam się z opiniami, że depresja nie istnieje, tylko ludziom się z dobrobytu przewraca w wiadomej części ciała. Takie osądy są bardzo krzywdzące, ale częściowo potrafię zrozumieć tych, którzy je głoszą. Ja też czasem wolałam myśleć, że mama udaje, że wykorzystuje sytuację dla własnej wygody. Czułam się dzięki temu mniej odpowiedzialna za to, co się z nią dzieje. Tyle że to jest myślenie życzeniowe. Chory na depresję ma ograniczony wpływ na swój stan. Może chcieć się leczyć albo nie chcieć, przyjmować regularnie leki albo nie. I tyle. Wsparcie najbliższych jest oczywiście ważne, może mieć znaczenie terapeutyczne, ale to nie jest tak, że miłość leczy depresję. Reszta przychodzi sama…

Moja mama, choć pewnie źle się z tym czuła,  nie potrafiła wyjść poza raz przyjęty przez siebie schemat myślowy, nawet jeśli był kompletnie irracjonalny. Przykładem może być pewien dialog, brzmiący jak gotowy scenariusz do „Teatrzyku Zielona Gęś” albo skeczu Monty Pythona.

Pierwszy rok moich studiów. Późne popołudnie, wracam właśnie z zajęć do wynajmowanego mieszkania. Dzwoni telefon.

– Halo? Mamo? Zadzwonię później, bo jestem w tramwaju i słabo cię słyszę.

– A dlaczego jesteś w tramwaju?

– Bo wracam z uczelni.

– To dlaczego się teraz nie uczysz?

– Yyy… bo jadę tramwajem…?

– Pojechałaś tam się uczyć, a nie jeździć tramwajem.

Tata nauczył mnie obracać takie sytuacje w żart, ale zajęło mi wiele lat, zanim w pełni opanowałam tę sztukę. Innym przykładem było układanie przez mamę planu dnia. Jeżeli postanowiła (bez konsultacji z kimkolwiek), że mam do niej przyjść powiedzmy na 16.00, to nie przyjmowała do wiadomości, że ta godzina może mi nie pasować. I nijak nie można było jej nakłonić do spotkania o innej porze, pomimo tego, że nie pracowała, a ja owszem. Kiedy byłam młodsza, w podobny sposób próbowała organizować mi chociażby spotkania ze znajomymi. Efekt był łatwy do przewidzenia – po prostu zaczęłam ją okłamywać. Mówiłam, że idę do koleżanki, a szłam do chłopaka – albo na odwrót. Nie, nie jestem z tego dumna, ale w pewnym sensie sama się rozgrzeszam. Nigdy nie zrobiłam niczego, co mogłoby zaboleć moją mamę, gdyby była zdrowa. Nie paliłam, nie brałam narkotyków, nie upijałam się, nie wagarowałam, nie uciekałam z domu. Jak każdy dorastający człowiek potrzebowałam natomiast prywatności, samodzielności, własnej przestrzeni, a to dla mamy było zbyt wiele.

Pamiętam też taką sytuację sprzed kilku lat. Byłam już nie tylko dorosła, ale też zamężna i w pełni niezależna od rodziców. Mama zadzwoniła do mnie w nocy, mniejsza o powód. Kiedy usłyszała, że razem z P. jesteśmy na urodzinach kolegi, zaczęła krzyczeć, że źle się prowadzę, bo kobiecie nie wypada być o tej porze poza domem. To też efekt choroby i tej obsesyjnej potrzeby kontroli, bo sama w młodości imprezowała o wiele więcej niż ja.

Kiedy miałam 16 czy 17 lat, podczas wakacyjnej pracy czymś się zatrułam. Całą noc walczyłam z objawami – łatwo się domyślić, jakimi. Tata siedział przy mnie, parzył mi ziółka, podawał leki i trzymał włosy. Mama wstała raz, nakrzyczała, że na pewno jestem w ciąży i spaprałam sobie życie, po czym z powrotem poszła spać. Opisuję ten przykład, bo idealnie ilustruje życie pod jednym dachem z osobą chorą na depresję. Niezdolność do działania w połączeniu z lękiem przeradza się we frustrację, którą najłatwiej wyładować na najbliższych.

depresja3

Do podjęcia tematu depresji na „Stożkach” szykowałam się przez ponad dwa lata. Już dawno chciałam go poruszyć, ale zwyczajnie jest dla mnie trudny; chyba nawet bardziej osobisty niż niepłodność. Poza tym wiem, że mama pragnęła mojego dobra. Wiele jej zawdzięczam. Jestem pewna, że mnie kochała – tak, jak potrafiła. Nie chcę myśleć i mówić o niej źle. Lektura podlinkowanego wyżej tekstu o ciągle padającym śniegu ostatecznie przekonała mnie jednak, że warto poruszyć ten problem na blogu. Z trzech powodów:

– o tej chorobie trzeba mówić, bo jest coraz bardziej powszechna, nie tylko wśród dorosłych. Z roku na rok w szkołach przybywa uczniów z depresją i to nawet takich w wieku 12-13 lat. Mimo tego nadal spore grono osób wątpi w jej istnienie lub ją bagatelizuje;

– depresja, tak jak każda niepełnosprawność, dotyka zarówno chorego, jak i jego otoczenie. W pewnym sensie wszyscy domownicy na nią cierpią. Im bliżej są związani z chorym, tym bardziej.

–  kandydaci na rodziców adopcyjnych często boją się chorób psychicznych (w tym depresji) u biologicznych przodków swoich dzieci. Niepotrzebnie. Odziedziczyć można skłonność, a nie samą chorobę – dokładnie tak, jak w przypadku innych problemów ze zdrowiem.

Wyznam Wam, że sama bardzo się obawiałam depresji poadopcyjnej. Tego, że powielę schemat mojej mamy i nie będę umiała się cieszyć wymarzonym macierzyństwem. Lęk okazał się jednak bezpodstawny. Jestem zdrowa, a Księżniczka każdego dnia dodaje mi sił i wywołuje uśmiech na mojej twarzy. Szkoda, że moja mama jej nie poznała…

Reklamy

12 myśli w temacie “Życie z depresją”

  1. Depresja dzisiaj jest bardzo powszechna – kilka razy do roku też zdarza mi się taki dół. Czy to depresja? Nie wiem, być może.
    Jakoś tak czasem wszystko wydaje mi się bez sensu, muszę się wyryczeć i potem jest już lepiej 🙂
    Znam/znałam wielu ludzi z depresją i nigdy nie użyłabym stwierdzenia, że coś im się poprzewracało. To okropna choroba, która potrafi zrujnować czyjeś życie. Co gorsza, nigdy nie potrafiłam pomóc nikomu, kto z nią walczył, bo niestety proste to nie jest. A czasem wydaje się wręcz niemożliwe…

    Polubienie

    1. Wydaje mi się, że depresja musi się charakteryzować ciągłością takich stanów. Pojedyncze „doły” to chyba za mało, żeby mówić o tej chorobie – ale to tylko moje przypuszczenie. Ja nie miewam takich „dołów”, ale za to mam takie dni, kiedy zabiłabym każdego na swojej drodze. Zupełnie bez powodu 😉

      Polubione przez 1 osoba

  2. Może to poprzewracaniu przez analogię do takiej np anoreksji? Widział kto, żeby chorowali na anoreksję ci, którzy muszą walczyć o każdy kęs i nigdy nie dojadają? …taka luźna myśl, wiem, że depresja jest straszną chorobą, ale do chwili, gdy nie zetknie się z nią osobiście – człowiek nie rozumie i stąd te porównania, …

    Polubienie

    1. „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”, jak pisała Szymborska. Zawsze łatwiej się wypowiadać z dystansu, bo wtedy wszystko jest prostsze. I w ten sposób rodzą się samozwańczy eksperci od rodzicielstwa, alpinizmu, lotnictwa albo właśnie tak, jak piszesz: anoreksji, depresji i innych chorób. Dopiero, kiedy człowiek zetknie się oko w oko z problemem, to się okazuje, że nic nie jest takie oczywiste.

      Polubienie

  3. Dzięki za ten tekst. Nie napisałabyn lepiej☺ Moja mama leczy się z depresji a ja też jestem niepłodna i czekamy na razie na telefon z OA.
    Mamy wiele wspólnego z tego co czytam. Ja też boję się depresji poadopcyjnej, ale uważam, że nam, znającym objawy tej choroby łatwiej jest ją w razie czego zdiagnozować, zaradzić i o niej rozmawiać
    gdyby kiedykolwiek wystąpiła. Pozdrawiam serdecznie i z zazdrością czytam o księżniczce💛

    Polubienie

    1. Miło mi, że tu zaglądasz i że podzieliłaś się swoim doświadczeniem. 🙂
      Długo już czekacie na telefon? Życzę Wam, żeby szybko zadzwonił i przewrócił Wam życie do góry nogami – w tym pozytywnym sensie. Jakiego dziecka oczekujecie?
      Co do Księżniczki, to nieskromnie powiem, że sama sobie zazdroszczę 😉 Oczywiście, są też gorsze chwile. Czasami naprawdę miewam wszystkiego dosyć i zastanawiam się, po co mi to było, ale chyba nie można przeżyć macierzyństwa bez takich momentów. A mała jest po prostu uroczym łobuziakiem 🙂

      Polubienie

  4. Pierwszy raz zetknęłam się z tym problemem na studiach, kiedy to najbliższa moja koleżanka opowiedziała mi o swojej mamie, która cierpiała na depresję. Jej było trudno to wszystko ogarnąć, a co dopiero mnie. Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego mamę nic nie cieszy, przecież mamy wszystko jak zwykła mówić. I faktycznie, powodziło im się dobrze, ojciec był dentystą, mieli ładne mieszkanie, podróżowali, ale co z tego. Gdzieś w głębi ona zmagała się ze straszną chorobą. Wtedy wydawało nam się, że problem tkwi w niej, że nie potrafi docenić, że nie potrafi się cieszyć tym co ma, może ma zbyt wygórowane wymagania. Dopiero po iluś latach dowiedziałam się więcej o tym, z czym na co dzień musiała żyć mama mojej koleżanki.
    A co do Twojej mamy, to być może fizycznie nie doczekała tych szczęśliwych dla Was chwil, ale jestem przekonana o tym, że jest z Wami codziennie i patrzy na Was z góry. Księżniczkę zna doskonale. Buziaki :*

    Polubienie

  5. Jakbym czytała o mojej matce. Z tą różnicą że moja żyje i ciąga mnie po sądach :/

    Poza tym ona mnie nie kochała i nie kryła się z tym.

    W rezultacie nie mam z rodzicami kontaktu.

    Depresja to straszna franca, ale czy moja matka aby napewno się z nią zmagała? Czy to nie aby opętanie?

    Polubienie

    1. Lady, skłoniłas mnie do rozmyśleń i głębokich przemyśleń i uważam, że krzywd jakie wyrządziła mi rodzona matka jednak nie można usprawiedliwić depresją.

      Depresja depresją, ale na niektóre rzeczy i ta franca by nie pozwoliła. Tak uważam.

      Myślę że moja matka oprócz depresji miała też inne zaburzenia psychiczne o których mi niewiadomo.

      Polubienie

      1. Ty mnie również skłoniłaś do przemyśleń, dlatego wczoraj nie odpisałam. Nie wiem, co Ci powiedzieć, nie znam Cię osobiście, a Twojej mamy to już w ogóle. Często jest tak, że wynosimy z domu rodzinnego żal, który nie mija nawet mimo upływu czasu i ograniczenia kontaktów.
        Moja mama też czasem mówiła, że mnie nie kocha, że zrujnowałam jej życie, bo przeze mnie musiała rzucić pracę. Nauczyłam się puszczać takie uwagi mimo uszu, bo inaczej sama skończyłabym w psychiatryku.
        Myślę, że człowiek, który notorycznie wyżywa się na bliskich, tak czy inaczej jest chory – jakkolwiek by tej choroby nie nazwać.

        Polubienie

      2. Tak Lady, z pewnością to jakaś choroba, bo człowiek normalny się nie zachowuje w ten sposób.

        Ja tym większy żal mam do rodziców, bo byłam idealnym dzieckiem/nastolatką, a im i tak było mało. Ja się nie buntowałam. Szanowałam, kochałam miłością bezgraniczną. Do czasu.
        Wszystko ma swoje granice.

        Myślę że oprócz depresji coś jeszcze musiało ją dopaść.

        Ja też w życiu łatwo nie miałam i powiem, że jak ktoś nie ma możliwości dopuszczenia do siebie wiadomości o swojej depresji (co też nie jest dobre), to jednak nie zrujnuje własnemu dziecku zdrowia czy życia.
        Mimo trudnego dzieciństwa, nieakceptacji rodziców wobec mnie czy później mojego męża, zerwania z rodzicami wszelkich kontaktów, rozpraw sądowych w celu wyłudzenia przez nich ode mnie pieniędzy, teściów-potworów (z deszczu pod rynnę), braku wsparcia męża, myśli samobójczych, dziecka z autyzmem – ja wciąż się trzymam. Ja po prostu muszę. Jeśli nie dla siebie, to dla moich dzieci. Dziś mogę stwierdzić że to właśnie choroba syna uratowała mi życie.

        Nie miałam możliwości zdiagnozować u siebie depresji. Musiałam sama przetrwać najgorsze chwile. Cierpię z powodu nieleczony depresji, ale w końcu udało znaleźć mi się czas na terapię. Choć właściwie większość przepracowałam sama ze sobą.

        Czasami trzeba wziąć się w garść. Wiem, że to nie łatwe, bo sama doszłam do momentu gdzie już było blisko końca, ale odbiłam się od tego. I wszystkim cierpiącym na depresję życzę tego samego. Życzę siły i odbicia się od dna.

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s