Taka tam rodzina adopcyjna

O tej, co się Panu Bogu nie udała

Moor

Lady, przynieś mi z lodówki ten wiśniowy twarożek.

– Babciu, ale tu nie ma żadnego twarożku!

– Jest, jest. Poszukaj.

– Przykro mi, babciu, nie widzę.

– Musi być! Przecież poszłam rano na zakupy i sobie kupiłam.

Westchnęłam ciężko. Babcia nie mogła pójść po zakupy ani tego ranka, ani poprzedniego, ani w ogóle. Już od jakiegoś czasu szczytem jej fizycznych możliwości jest wolniutki spacer wokół bloku. Latem raz w tajemnicy przed tatą wybrała się do kościoła. Wróciła karetką… Oprócz ciała także umysł powoli odmawia nestorce posłuszeństwa. Zawsze była zwolenniczką teorii spiskowych, ale im jest starsza, tym bardziej chore scenariusze tworzy w głowie. Na przykład niedawno upierała się, że jej młoda sąsiadka (a moja koleżanka) jeszcze nie wyszła za mąż, pomimo że zmieniła nazwisko i zamieściła na Facebooku cały album zdjęć ze wszystkich etapów uroczystości zaślubin. Po obejrzeniu tych fotek  babcia stwierdziła, że to celowa zmyłka, a Ewa powie sakramentalne „tak” dopiero w dniu XX.0Y. (data wymyślona przez babcię). I nie dało się wytłumaczyć, że jest inaczej. Miesiąc temu z kolei uznała, że przepisze na mnie swoje mieszkanie, aby w przyszłości dostała je Księżniczka. Pomysł byłby fantastyczny, gdyby nie pewien warunek… Otóż babcia zażądała zapisu w akcie notarialnym, że lokalu NIGDY nie będę mogła sprzedać ani nikomu wynająć. Czyli, gdyby seniorki (odpukać!) np. za rok zabrakło, to musiałabym przez minimum 17 lat utrzymywać pustą chałupę. Pomijając bezsensowność takiego rozwiązania, zwyczajnie mnie na nie nie stać.

Druga z moich babć zmarła dosyć młodo. Z pewnym niepokojem odkrywam, że mój tata jest już prawie w tym wieku. I chociaż do ostatniego dnia życia (dosłownie) pracowała, to na kilka miesięcy przed śmiercią zaczęła się zachowywać irracjonalnie. Na przykład wpadła w histerię, kiedy dowiedziała się, że wynajęliśmy z P. pokoje hotelowe dla gości weselnych. Płakała, krzyczała, że tak się nie robi, że po imprezie wszyscy wrócą prosto do domów… nieważne, że część z nich mieszkała na drugim końcu kraju, a nawet kontynentu.

Moja teściowa mawia, że starość się Panu Bogu nie udała. Trudno się z tym nie zgodzić, a trafność tego stwierdzenia uderza ze zdwojoną siłą właśnie teraz, tuż przed Bożym Narodzeniem.

P. wpadł na pomysł (o którym już gdzieniegdzie wspominałam), abyśmy urządzili w domu kolację wigilijną dla całej rodziny. Zawsze o takiej marzyłam, toteż przystałam na to bardzo chętnie. Sęk w tym, że wśród krewnych właściwie nie mamy ludzi młodych. Z ośmiu zaproszonych osób aż sześć jest w wieku 60+ (i to niektórzy bardzo mocno „+”, bo np. pradziadek Księżniczki dobiega dziewięćdziesiątki). Między innymi z tego powodu planowaliśmy wszystko ze sporym wyprzedzeniem. Już w październiku zaprosiliśmy gości i kolektywnie (!) ustaliliśmy, kto co ze sobą przynosi. Odzew był stuprocentowy, tym bardziej, że Księżniczka jest jedynym maluszkiem w całej familii, więc stanowi niejako wspólne oczko w głowie.

Przygotowania szły idealnie aż do zeszłego tygodnia, kiedy to babcia S. uznała nagle, że nie przyjdzie na wigilię, bo ma inne plany (a doskonale wiemy, że to nieprawda). Nie mamy pojęcia, na kogo ani za co się obraziła. Jak dotąd bywała u nas co roku i zawsze było bardzo miło. Tym razem stanęła okoniem i nawet własny syn nie potrafi jej przekonać do zmiany zdania. Dlaczego nie? „Bo nie”. Zrobiło nam się przykro, ale trudno, świata nie zbawimy. Sernik, który miała przynieść babcia S., upiekę sama. Szkoda jedynie starszej pani, która spędzi ten wieczór samotnie.

Jako druga wyłamała się ciotka C. Ta dla odmiany podała cały szereg wyimaginowanych trudności:

  1. bo będzie mój ojciec, którego ona nie zna. (To nic, że z 11 osób nie zna TYLKO jego, co też nie do końca jest prawdą, bo spotkali się już choćby na naszym ślubie i chrzcinach Księżniczki.)
  2. bo boi się zostawiać mieszkanie bez opieki. (A w inne dni się nie boi?)
  3. bo ma do nas daleko. (5 minut samochodem, a przynajmniej 2 osoby proponowały jej transport w obie strony.)
  4. bo nie stać jej na drogie prezenty. (Nas też nie! Nikt o takich nie wspominał… ani w ogóle o żadnych.)
  5. bo prosiłam ją o zrobienie sałatki jarzynowej, a ona ma reumatyzm. (Jak najbardziej rozumiem problem, ale można było to załatwić od ręki przy ustalaniu menu, tym bardziej, że nikt nikomu niczego nie narzucał. Ciotka C., zapytana, co może przynieść, odpowiedziała, że wszystko jedno. Padło na tę nieszczęsną sałatkę.)

W powyższej sytuacji na szczęście P. użył Mocy (wspominałam, że jest Jedi?) i ciotkę przekonał. Sałatkę jarzynową zrobi sam.

No i jeszcze mój ojciec, który do ostatniej chwili nie będzie wiedział, czy uda mu się dotrzeć na wigilię… Chociaż jemu się akurat nie dziwię, jest ciężko chory i zdrowie może mu nie pozwolić. 😦

Powiem Wam, że ciążą mi na sercu te rodzinne problemy. Z jednej strony czuję się zwyczajnie rozczarowana, bo człowiek się stara, szykuje, wyszukuje upominki, a trafia na mur. Jednak z drugiej strony (tego muru właśnie) jest starszy człowiek, dla którego zupełnie błahe z mojego punktu widzenia przeszkody mogą się okazać nie do przeskoczenia.

Starość się Panu Bogu nie udała.

Reklamy

13 myśli w temacie “O tej, co się Panu Bogu nie udała”

    1. Mam rodziców, teściów, znajomych w wieku 60+… Wiem czym skutkuje (dla mnie) dłuższy pobyt w takim towarzystwie.
      Zawsze lepiej czułem się wśród ludzi młodych. Nawet takich zdecydowanie młodszych od siebie.
      Może dlatego, że przy młodych jakoś nie chce mi się myśleć o starości. O jej wadach i o tym, że ja kiedyś pewnie taki będę.

      M

      Polubienie

  1. Kochana,
    naprawdę rozumiem twoje rozterki. Czytałam to ze wzruszeniem i ogromną dawką empatii, ale też uśmiechnęłam się kilka razy, czytając „powody” i „komplikacje”. Jak ja to dobrze znam.
    Moja ukochana babcia też pod koniec życia knuła teorie spiskowe. Miała coraz większą demencję.
    Mój ukochany dziadek miał Alzheimera, chorobę wówczas jeszcze nie zdiagnozowaną, tym bardziej przerażającą.
    Dziś żałuję wielu rzeczy, że mogłam bardziej, że mogłam częściej…
    Starość na pewno się nie udała, ale można ją jakoś umilić:)
    Makbetko, wszystko pójdzie super, Święta będą udane, zobaczysz!

    Polubienie

  2. Czytam trochę z zazdrością opis twojej babci. Moja jeszcze miesiac temu byla podobna – choć jej Alzeimer dawał się wszystkim we znaki. Ale można z nią było jako tako pogadać, samodzielnie się poruszała i jako tako ogarniala sprawy higieny.
    Niestety babcia musiała przejść poważną operację, ratującą życie – zapalenie woreczka żółciowego i sepsa. Przy Alzheimerze narkoza potrafi zniszczyć resztki inteligencji.
    Dziś babcia jest jak roślinka – nie wstaje, nie kojarzy co się wokół niej dzieje, robi w pampersy, nie rozpoznaje ludzi.
    Żyje. Ale co to za życie…

    Polubienie

  3. Starość nie jest przyjemna, ale też wszystko zależy jak się ją przeżywa, jakie ma się zdrowie. Ja już nie mam dziadków, od dawna, a pamiętam, że ten ostatni rok kiedy żyła babcia, zachowywała się podobnie jak Twoja. Najlepiej czuła się u siebie, nie miała ochoty już na spotkania z innymi, zamknęła się w swoim świecie. Trudno było się z tym pogodzić, bo to właśnie u babci były zawsze święta, zjeżdżali się wszyscy z różnych miast, babcia piekła swój firmowy makowiec i inne specjały. Przez te ostatnie lata swojego życia przychodziła do nas, w ostatnie Boże Narodzenie wpadliśmy do niej my.
    Ja osobiście proszę Boga, bym żyła tyle, żeby móc się zająć sobą, żebym nie utraciła rozumu, bo taki Alzheimer i inne choroby są straszne.
    U was na pewno wszystko się uda i będzie wspaniale. Czasem ludziom się po prostu nie chce wyjść z domu, a jak już się ruszą to spędzają niezapomniane chwile 🙂
    Poza tym, to pierwsze Święta z Księżniczką, a cóż może być piękniejszego :*

    Polubienie

  4. Jak już przyjdzie co do czego, to na pewno wszystko się uda i będzie ciepło i rodzinnie 🙂
    PS. Mój wujek, zdrowy fizycznie jak ryba, zachorował na Alzheimera. Ciotka szuka go całymi dniami bo wymyka się z domu, a na pytanie gdzie jest, odpowiada, że PRZY WIELKICH WODOSPADACH. Luz. Dzięki Bogu bierze komórkę ze sobą…potem okazuje się, że te wodospady to jakiś osiedlowy strumyk…

    Polubienie

  5. W razie czego we troje też może być ciepło i rodzinnie 😉
    Straszne są te historie, które opisujecie w komentarzach… Może przy tym brzmią zabawnie (tak jak teoria mojej babci na temat potajemnego ślubu sąsiadki), ale na dłuższą metę nie ma się z czego śmiać, zwłaszcza jeśli jest się np. jedynym krewnym takiej chorej osoby…

    Polubienie

  6. Powodzenia, dasz radę – w ostateczności wypuść Księżniczkę na środek i niech się dziadki bawią. Aczkolwiek sama mam opory przed takim zachowaniem, bo rzeczywiście wygląda, jakby się bawili dzieckiem, a nie z dzieckiem. Ale to tylko semantyka, Żaba się cieszy. Bo jakoś tak jest, że jak spojrzę wkoło, to rzeczywiście – znajomi młodzi [ z niektórymi przeżywam koła na studiach! ale ubaw! ] – natomiast rodzina coraz starsza. Co pokolenie, to słabiej reprezentowane. Strach się bać.

    Polubienie

    1. „Co pokolenie, to słabiej reprezentowane” – chyba trafiłaś w sedno… Moja babcia miała siedmioro rodzeństwa; urodziła troje dzieci, a wnuczkę ma tylko jedną.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s